3:0, czyli menedżerskie samobóje

Natalia de Barbaro

Psycholożka i trenerka, prowadzi warsztaty dla kobiet "Odejść czy zostać" i "Własny pokój" oraz szkolenia z komunikacji i przywództwa dla firmy House of Skills. Pisze wiersze – Zeszyty Literackie wydały jej tomik „Ciemnia”. [nataliadebarbaro@gmail.com]

Menedżerowie chcą od swoich pracowników więcej samodzielności, inicjatywy, kreatywności, odpowiedzialności i zaangażowania. Jak to się dzieje, że tego nie dostają? Oto 3 najczęściej popełniane błędy.

Ludzie są do siebie podobni. Odkrywam to przy okazji ćwiczenia, które lubię robić na szko leniach dla menedżerów, zwłaszcza kiedy zaczynają narzekać na swoich pracowników. Proszę każdą z kilkunastu osób siedzących na sali, żeby wyobraziła sobie, że przypłynęła złota rybka z następującą ofertą: „Mogę dać twoim pracownikom jedną cechę, której im, według ciebie, najbardziej brakuje”.

Szefowie i szefowe wypisują wymarzoną cechę na karteczce samoprzylepnej i wręczają ją mnie, a ja przyklejam ją do odwróconego tyłem flipczarta. Chwila napięcia. Uczestnicy nie wiedzą, co za chwilę pokaże się na flipczarcie. Czego najbardziej chcieliby szefowie od pracowników? Jeśli sam jesteś szefem, czego chciałbyś ty? Jeśli nie, jak sobie wyobrażasz odpowiedź swojego szefa czy szefowej?  Odpowiedzi są niesłychanie podobne. Menedżerowie chcą od swoich pracowników więcej samodzielności. Inicjatywy. Kreatywności. Odpowiedzialności. Zaangażowania. Za każdym razem jest tak samo. 

Jak to się dzieje, że setki tysięcy, a nawet – nie bójmy się tego słowa – miliony pracowników wykazują się niedostatkiem samodzielności, odpowiedzialności, inicjatywy? Nie jest to kwestia branży ani szczebla (tak samo odpowiadają członkowie zarządu, których podwładnymi są dyrektorzy, i brygadziści, których podwładnymi są panie i panowie stojący przy fabrycznej taśmie). Moja teza jest taka: menedżerowie – wbrew swoim dobrym intencjom, wbrew swojemu interesowi i interesowi firmy – przyczyniają się do stworzenia równania, na którego końcu pracownikom nie opłaca się wykazywać samodzielnością ani odpowiedzialnością. Ta straceńcza akcja przypomina gol strzelany do własnej bramki bez poczucia wpływu na niekorzystny wynik. Jak to się dzieje?

Należę do rzeszy Polaków, którzy wbrew rozsądkowi od lat kibicują polskiej reprezentacji w piłce nożnej. Wielokrotnie przysięgałam sobie, patrząc na niemrawe i niewprawne ruchy naszych orłów na boisku, że nie będę oglądać ich zmagań, że nie siądę przed telewizorem, by słuchać zawodzeń sprawozdawców powtarzających: „Mało brakowało!”.

Pamiętam też inny tekst, który do dziś wydaje mi się nie do uwierzenia, ale słyszałam go na własne uszy. Po jednym z meczów reprezentacji, w którym nasz obrońca strzelił bramkę samobójczą, a była to jedyna bramka strzelona przez Polaka, działacz PZPN na konferencji prasowej powiedział: „No i jednak strzeliliśmy bramkę!”. Wstrząśnięta tą wypowiedzią chciałabym przestrzec czytelnika przed przyjęciem podobnej perspektywy, zwłaszcza jeżeli jest szefem: bramka samobójcza i bramka strzelona drużynie przeciwnej nie dają tego samego efektu.

Jeśli więc chcesz od pracowników zaangażowania i samodzielności, warto się przyjrzeć własnym ruchom na boisku i upewnić się, do której bramki strzelasz. A także wiedzieć, po jakich błędach padają najczęściej bramki samobójcze.

 

1:0, czyli bądź naraz twórczy i posłuszny

Wyobraź sobie dwie sytuacje. Pierwsza z nich: zdajesz ważny test jednokrotnego wyboru. Jeśli go zdasz, weźmiesz udział w projekcie, na którym ci zależy. Test jest długi, złożony, a osoby, które właśnie wyszły z sali, do której ty za chwilę masz wejść, mają minę ponurą i mówią ci: „Sam zobaczysz…”. Kiedy przychodzi twoja kolej, siadasz za stołem, bierzesz długopis do drżącej dłoni i starasz się nie patrzeć
na komisję egzaminacyjną, upakowaną w garsonki i garnitury. Zanim przeczytasz pierwsze pytanie, przewodnicząca poinformuje cię chłodno, że właściwe odpowiedzi zaznaczać masz krzyżykiem, równo w kratce, a wszelkie skreślenia czy poprawki traktowane będą jako błąd. Wyobraź sobie stan umysłu, który byłby charakterystyczny w takich okolicznościach.

Drugą sytuację przypomnij sobie sam. Pomyśl o najfajniejszej imprezie, na jakiej byłeś. Pomyśl o sytuacji, w której nie czułeś żadnych barier, kiedy przychodziły ci do głowy najlepsze pomysły i nie zastanawiałeś się, co wolno, czego nie. 

Człowiek ma w sobie wajchę, którą może sam przestawiać albo którą przestawiają okoliczności. Mamy dwa rozdzielne tryby. Jeden z nich jest trybem egzaminacyjnym. Jedna właściwa odpowiedź, centrum kontroli znajduje się poza tobą, twoim zadaniem jest trafnie obstawić, co powinieneś powiedzieć, którą odpowiedź wybrać. Twoja energia i inteligencja zaprzęgnięte są do tego właśnie zadania. A, B, C czy D? Co pan kierownik chciałby usłyszeć?

  • Kategoria: Praca
  • Data:
  • Źródło:
    • Coaching nr 1/2017
  • c
Komentarze