Jak poczuć swoją wartość i uwierzyć w siebie

Robert Rient

Dziennikarz i trener interpersonalny

Wiele osób próbuje zbudować poczucie własnej wartości na osiągnięciach i nagrodach. Tyle że wtedy każdy sukces musi się okazać zbyt mały, by zadowolić nienasyconą potrzebę bycia wartościowym.

Jeszcze zanim się urodziła, jej rodzice mieli wobec niej konkretny plan. Prowadzili kinoteatr, w którym odbywały się występy wodewilowe, miała zatem zostać aktorką, tancerką, gwiazdą, dumą rodziny. Przyszła na świat jako trzecia córka i wraz z rodzeństwem pod czujnym okiem rodziców stworzyła zespół muzyczny. Francis Avent Gumm i Ethel Marion nazwali swoje najmłodsze dziecko Frances Ethel Gumm na własną cześć. „Urodziłam się w Metro-Goldwyn-Mayer w wieku dwunastu lat” – powiedziała wiele lat później, kiedy była już znana jako Judy Garland, bo kontrakt z tą wytwórnią filmową zmienił jej całe życie. Dzięki roli Dorotki w filmie „Czarnoksiężnik z Oz” stała się jedną z najsławniejszych osób swoich czasów. Od tamtej pory aż do dziś identyfikowana jest z oscarową piosenką „Over the Rainbow”, która doczekała się tysięcy coverów. Podobnie jak rodzice Judy, wytwórnia MGM z ogromną siłą wierzyła w jej sukces, rujnując jej poczucie własnej wartości.

Garland miała 151 centymetrów wzrostu, wygląd prowincjonalnej dziewczyny z sąsiedztwa, przez co kompletnie odbiegała od ówczesnych standardów piękna, wyznaczanych między innymi przez Elizabeth Taylor, z którą chodziła do szkoły. Była zmuszana do zakładania młodzieżowych sukienek pasujących do jej image’u, noszenia wymiennych nasadek na zęby i gumowych dysków, które zmieniają kształt nosa. Szef studia Louis B. Mayer nazywał ją swoim „małym garbuskiem”. Jej wartość stale była oceniana na podstawie tego, jak wygląda, śpiewa i jaki przynosi zysk, czym manipulowali producenci i reżyserzy. Uwierzyła, że to, kim jest, zależy od tego, co osiągnie, i żeby to osiągnąć, musi lepiej wyglądać, częściej się uśmiechać, więcej pracować. Aby miała siłę występować, pokonać niepewność siebie i lęk – podawano jej amfetaminę, a przed snem barbiturany, wysyłając w ten sposób komunikat nie wprost, że sama nie da rady, że jest bezsilna. Występowała w wielu filmach, dawała koncerty w Carnegie Hall, prowadziła swój program telewizyjny, ale jej życie osobiste było wypełnione bólem i smutkiem.

W 1947 roku, podczas pracy nad filmem „Pirat”, Garland przeżyła załamanie nerwowe i szkłem z rozbitej szklanki próbowała przeciąć sobie żyły. To była pierwsza z wielu prób samobójczych, które podjęła. „Chciałam uwierzyć, stawałam na głowie, żeby uwierzyć w tęczę. Próbowałam się do niej zbliżyć, ale nie mogłam!” – wyznała. Pięć razy wychodziła za mąż, była uzależniona od alkoholu i leków, wielokrotnie przechodziła załamania nerwowe. Osiągnęła spektakularny sukces, zachowując dramatycznie niskie poczucie własnej wartości i samoocenę. „Przeciętności nigdy nie były dla niej – nudziły ją. Chciała szczytu podniecenia. Jak była szczęśliwa, to nie była po prostu szczęśliwa: była ekstatyczna. A kiedy była smutna, była smutniejsza niż ktokolwiek” – tak o Judy Garland powiedziała jej córka Liza Minnelli. Umarła dwanaście dni przed swoimi 47. urodzinami wskutek przedawkowania barbituranów. Około 20 tys. osób przyszło do Frank E. Campbell Funeral Chapel w Nowym Jorku, aby zobaczyć jej ciało. Podczas pogrzebu Ray Bolger, z którym zagrała w „Czarnoksiężniku z Oz” , powiedział: „ona po prostu się wyczerpała”.

Złaknieni uznania

Historia Judy Garland boleśnie ilustruje, w jaki sposób poczucie wartości nagminnie mylone jest z wiarą w siebie. Na początku przez większość rodziców, a później przez dorosłe dzieci, które to samo przekonanie przekazują swoim dzieciom. Mechanizmu tego doświadczają nie tylko znani artyści, tacy jak Judy Garland, Marilyn Monroe czy Amy Winehouse, ale wszyscy ci, którzy próbują na podstawie swoich sukcesów, osiągnięć i nagród zbudować poczucie wartości. A to zadanie zawsze skazane na porażkę. „Spotykając się z ludźmi filmu, często pytałem ich o to, dlaczego wybrali ten zawód”– mówi Łukasz Maciejewski, dziennikarz, krytyk filmowy i teatralny. „70 proc. odpowiedzi brzmiało: wynika to z chorobliwej nieśmiałości, poczucia niedowartościowania, wstydu, z tego, że czuli nieuzasadnione defekty własnej urody, a często później stawali się seksbombami i amantami polskiego kina. Zawód, o którym myślą nastolatkowie, którzy później zostają uznanymi aktorami czy reżyserami, najczęściej związany jest z psychologią”.

Wiele osób myli poczucie własnej wartości z wiarą w siebie

Chęć zrozumienia drugiego człowieka, a przede wszystkim siebie to wspólna płaszczyzna dla zajmujących się psychologią i sztuką. Wiele osób zachłannie poszukujących satysfakcji, ukojenia, spełnienia, zadaje sobie pytanie o to, jaką rolę odegrać w życiu, czym się zająć, gdzie być, nie znajdując czasu i przestrzeni, by przyjrzeć się mechanizmom, które zmuszają ich do ciągłego ruchu, zmiany, poszukiwania uznania. Moc fanów może uzależnić od zewnętrznych bodźców, zagłuszających niskie poczucie wartości i silnie budujących wiarę w siebie. Nie jest to regułą, wiele osób ze świata sztuki łączy jedno z drugim: czerpią zrozumiałą satysfakcję z komplementów, pochwał i nagród, mając niepodważalne poczucie swojej wartości, tego, że ich życie, samopoczucie nie jest związane z rolą, którą odgrywają, ale z tym, że istnieją.

  • Kategoria: Życie
  • Data:
  • Źródło:
  • c
Komentarze