Odwagi! Zmierz się z własną wrażliwością

Jak stać się bardziej pewnym siebie i nabrać odwagi do podejmowania decyzji? Rys. Igor Morski

Tworzenie własnej historii i polubienie siebie wymaga wielkiej odwagi. Na początku trzeba się zmierzyć ze swoją wrażliwością: uwierzyć, że to nie słabość, ale siła, którą warto wykorzystać.

Brené Brown, dzielna Teksanka w piątym pokoleniu, wychowana w rodzinie, której mottem było zwięzłe zdanie: „Załaduj i jedź”, jeszcze kilka lat temu była przekonana, że wrażliwość oznacza słabość. Że każdego ranka trzeba wstać, zacisnąć zęby i robić to, co należy – czyli załadować i jechać. A wszystko, co nie jest zaciśnięciem zębów, jest oznaką słabości. Pewnego dnia poszła do psychoterapeutki i powiedziała: Jak ja nienawidzę swojej wrażliwości! – Tak? – zainteresowała się psycholożka. – A czego nie lubisz naj-bardziej? – Nie znoszę bać się tego, że ktoś znowu mnie zrani, boję się rozczarowań, niepewności. To niezmiernie bolesne. Wrażliwość jest czymś bardzo skomplikowanym i powoduje niezmierny ból.

Wtedy usłyszała od swojej rozmówczyni: – Tak, wiem, o czym mówisz. Wrażliwość to coś pięknego.

No właśnie: wrażliwość jest straszna czy piękna? To dar czy przekleństwo? Zastanawiając się nad tym problemem, Brené Brown porzuciła zawód menedżera, zatrudniła się jako barmanka i kelnerka, potem została pracownikiem socjalnym i w końcu naukowcem. Po czym napisała bestsellerową książkę „Z wielką odwagą”, która otworzyła jej drzwi do programu Oprah Winfrey „Super Soul Sunday”. Ale zanim do tego doszło, pięć lat temu nagrała wystąpienie TED dotyczące wrażliwości i akceptowania niedoskonałości. Nie miała pojęcia, jaka będzie reakcja i czym się to dla niej skończy.

Obejrzało je ponad 11 milionów osób, a Brown stała się ekspertką nie tylko od wrażliwości, ale i od odwagi. Pojawił się bowiem przeciwnik, któremu musiała stawić czoło.

Po co mi to było?

Kiedy wystąpienie Brown na TED stało się popularne, w prasie i radiu pojawiło się mnóstwo wiadomości na jej temat i wywiadów z nią. „Dostałam wyraźne przykazanie od mojego męża i terapeutki, żebym pod żadnym pozorem nie wchodziła online i nie czytała komentarzy. Więc co zrobiłam? Weszłam online i zaczęłam czytać komentarze” – wyznaje Brown. „Czytałam: »Oczywiście, że Brené Brown zajmuje się akceptowaniem niedoskonałości, a jaki ty miałbyś wybór, gdybyś tak wyglądał«. »Powinnaś poczekać z mówieniem o poczuciu wartości, kiedy schudniesz 15 funtów«. »Szkoda mi twoich dzieci«. »Jakie to musi być trudne, być jej mężem«. Jako wyszkolony specjalista w zakresie zdrowia psychicznego zrobiłam najlepszą rzecz, jaka mi przyszła do głowy: wzięłam słoik masła orzechowego, koc i oglądałam przez 10 godzin »Downtown Abbey«. Cały czas myślałam, że nie powinnam była występować, pokazywać się, odsłaniać, że to nie było tego warte. Ze strachem myślałam: »Nie chcę, żeby kończył się odcinek. Chcę dalej oglądać, a nie wracać do mojego prawdziwego życia«” – opowiada Brown.

Na szczęście dla wszystkich wróciła do realności. Pierwszą rzeczą, na którą natknęła się w sieci, był cytat z przemówienia Theodore’a Roosevelta z 1910 roku wygłoszonego na Sorbonie (patrz ramka). „Kiedy przeczytałam ten akapit, pomyślałam: takim człowiekiem chcę być. Chcę być na arenie, chcę być odważną osobą. Chcę spędzić moje życie z wielką odwagą. A prawda jest taka, że jeśli będziesz się odsłaniać, pokazywać, to zawsze dostaniesz po tyłku” – wyznaje Brené Brown. Dlaczego? „Bo żyjemy w świecie, w którym każdy jest krytykiem, każdy jest cyniczny, każdy ma tysiąc porad, jak mógłbyś poprawić to, co robisz. A jedynie garstka ludzi tak naprawdę pokazuje siebie takimi, jakimi są. Chcę być odważna i jednocześnie chcę mieścić się tuż pod czujnikiem radaru, ale nie wydaje mi się, żeby to było możliwe jednocześnie. Myślę, że możemy wybrać komfort albo odwagę, ale nie możemy wybrać jednego i drugiego jednocześnie, bo rzadko kiedy odważne działanie jest jednocześnie komfortowe”.

Odwaga kontra wygoda

Życie jest pełne małych i dużych aktów wrażliwości i odwagi. Bez nich nie spotkalibyśmy nigdy ukochanych bohaterów książek dla dzieci i filmów dla dorosłych. Kto nie pamięta odwagi dziewięcioletniego Bo Wilhelma Olsona, który jako książę Mio biegnie do komnaty rycerza Kato, trzymając w ręku miecz, którym niedługo przetnie mu jego kamienne serce? Albo sceny wchodzenia na stół ze „Stowarzyszenia umarłych poetów” czy tańca Billy’ego Eliotta przed zdumionym ojcem? W jednym z odcinków serialu „Togetherness” („Bliskość”) główna bohaterka Michelle, niepracująca mama dwójki dzieci i partnerka nadwrażliwego męża, zdobywa dla swojej drużyny zwycięstwo w (idiotycznej zresztą) grze, w której musi przebiec kawałek boiska, żeby zabrać puszkę. Niby nic, a jednak to ONA wygrała, podczas gdy reszta drużyny dała się pokonać. Zdaniem Roberta Kroola, diagnostyka rozwojowego, mentora z 25-letnim stażem i autora książki „Na okruchach uważności”, odwaga to eufemistyczne określenie umiejętności wyrażania siebie. Jeśli pozwalamy sobie na pełną ekspresję, rodzą się rzeczy, o których w skrytości marzyliśmy. To naprawdę cenna umiejętność i użyteczna forma pracy nad sobą. Czy można nauczyć się odwagi?

„Zdecydowanie tak. Można uczyć się żyć odważnie. To są codzienne wybory zgodne lub niezgodne z naszymi wartościami. To codzienna praca i praktyka” – mówi Joanna Chmura, trenerka i coach, jako jedyna w Polsce prowadząca warsztaty metodą Brené Brown. „Pierwszy krok to uświadomienie sobie, co nam przeszkadza wybierać odwagę, czyli dlaczego zwycięża komfort, a drugi krok to świadome wybieranie odwagi, kiedy kusi wygoda, bezpieczeństwo i nie-wychylanie się. Odwaga to decyzje zgodne z naszymi wartościami i tym, jak czujemy, a nie jak chcieliby inni”.

  • Kategoria: Życie
  • Data:
  • Źródło:
    • Coaching 3/2015
  • c
Komentarze