"To przeżywanie i spotkania z innymi kształtują nas i pomagają pozbywać się kompleksów"

Robert Rient

Dziennikarz i trener interpersonalny

Wywiad z Jarosławem Mikołajewskim Fot. Krzysztof Dubiel

R.R.: „Rozmawiam z psami jak z moimi córkami, rozmawiam z palcami tak jak z wioślarzami, rozmawiam z paznokciami jak z żywymi tratwami i pytam, czy nie one są tymi trupami, o których nie umiem po-wiedzieć niczego” – napisał pan w wierszu kończącym książkę.

J.M.: Poemat, sen, to właściwy sposób, by współczuć ze światem poprzez współczucie z samym sobą. Ale wiersz jest tylko próbą opowiedzenia niemożliwego. Pamiętam mojego kulejącego ojca. Gdy po raz pierwszy wyjechałem z domu, biegł za pociągiem, kulał i ciągnął za sobą mamę. Do końca życia nie zapomnę tego widoku. Czasami gest, bieg za pociągiem, widok czarne-go worka ze zwłokami, obraz uciekających przed wojną ludzi – staje się całym światem. Tak jak zawsze będzie mi towarzyszył widok mojego biegnącego ojca, tak na zawsze zostanie we mnie obraz uchodźców: mamy i dziecka po-łączonych pępowiną, martwych, wyłowionych z morza.

R.R.: Pietro Bartolo, lekarz z Lampedusy, który najprawdopodobniej widział najwięcej martwych ciał na świecie, pochował ich razem, połączonych.

J.M.: Niezwykła postać, bohater, który prawie każdego dnia, każdej nocy czeka na pomoście i bada nowo przybyłych. Bartolo mówił o tym, że gdy musi zbadać zwłoki, boi się otwierać czarne worki, boi się widoku martwych dzieci.

R.R.:  Inną niezwykłą postacią w pana książce jest pielęgniarka, która na wyspie prowadzi szpital żółwi. Po co pan o niej opowiada?

J.M.: Pierwsza reakcja zazwyczaj jest podobna – jak można ratować żółwie, gdy obok umierają ludzie. Opowiedziałem o niej, bo jest wybitną postacią. Daniela ma misję, edukuje ludzi na temat foliowych worków, które żółwie połykają i umierają. Kiedyś zaniosła do sklepu umierającego psa, chciała mu kupić coś pysznego, to miał być jego ostatni posiłek. W sklepie był ksiądz, który chciał ją pouczyć i po-wiedział: ja jestem z gatunku ludzkiego, który karmi ludzi. Pielęgniarka odpowiedziała mu, że ona karmi głodnych. W jej ambulatorium, pod jej nieobecność, umieszczono kiedyś uchodźców, zniszczyli jej porozkładany sprzęt. Mówiła, że nie ma do nich żalu, rozumiała, że musieli się gdzieś położyć.

R.R.: Naprawdę nie miała pretensji?

J.M.: Naprawdę. Miała żal do rządu, który nie powiadomił jej o tym – wtedy mogłaby zaaranżować inaczej przestrzeń w szpitalu. Daniela rozumiała, że żyje w miejscu, w którym rozgrywa się gorzka historia rodu ludzkiego. Rozumiała, że szczęście przychodzi ze spotkania z drugim człowiekiem. Szczęście nie pojawia się w wyniku nie-spotkania. Opowiedziałem więc o Danieli dlatego, że jest. Że wymyka się i temu stereotypowi, że pisząc o Lampedusie, trzeba opowiadać o ludziach, którzy pomagają ludziom.

R.R.: Doświadczenie jest antidotum na ksenofobię?

J.M.: Myślę, że przede wszystkim ono. Suche zasady nie przekonują mnie, nie zachęcają do dobra.  Przeżywanie, oglądanie, spotkania z innymi kształtują, pomagają pozbywać się kompleksów. Przed moralizatorstwem wygłaszanym z ambony czy każdego innego miejsca powinno się pojawić doświadczenie.

R.R.: Dobrze pan myśli o świecie?

J.M.: A wie pan, że tak. Nie myślę, że ludzie są głupi, tylko że mają swój moment głupoty.


JAROSŁAW MIKOŁAJEWSKI (ur. w 1960 w Warszawie) – poeta, pisarz i tłumacz z języka włoskiego, autor książek dla dzieci. Nakładem wydawnictwa Dowody na Istnienie ukazała się jego książka „Wielki przypływ”.

  • Kategoria: Życie
  • Data:
  • Źródło:
    • Focus Coaching 3/2016
  • c
Komentarze