W poszukiwaniu najsmutniejszego zdania świata

Zapytałem właściciela lombardu o najsmutniejsze zdanie świata. Odpowiedział: „Ile dostanę za klocki lego?

Istnieją zdania, które są jak nawracające choroby. Wracają i wypełniają głowę smutkiem. Kiedy podzieliłem się własnym („Bardzo chciałabym porozmawiać, ale oboje nie mamy czasu”), czytelnicy przesłali mi pięćdziesiąt innych. Wśród nich zdania tak mocne, że pomyślałem, że chcą mi pokazać miejsce w szeregu. Powiedzieć: „Co ty wiesz?”.

Smutek najczęściej przynosili rodzice (25 zdań). Na oddziale onkologii kilkuletni chłopiec najpierw usłyszał diagnozę, później swojego tatę. Ojciec powiedział: „To zbyt wiele” i wyszedł. Nie wrócił już do szpitala. Do domu tylko raz – chciał zabrać swoje rzeczy.

Pani Anna ma własny ranking smutnych zdań, a pierwsze miejsce zajmuje w nim zdanie warunkowe:
„Gdybym nie bała się więzienia, już dawno bym cię zabiła”. Wypowiedziała je mama, zrobiła to „w złości i bez wyraźnego powodu”. Ojciec pani Agnieszki głośno komentował doniesienia o samobójstwach: że nie ma co walczyć, taka kolej rzeczy, natura eliminuje najsłabszych. Pani Agnieszka chorowała na depresję. Po opinii taty poczuła się „najgorzej i najbardziej samotnie na świecie”. Inna Agnieszka, gdy przyznała się do leków, usłyszała od mamy: „Nie rób z siebie wariatki, większej niż jesteś”.

Po rodzicach najwięcej zdań przynoszących smutek (13) wypowiadali partnerzy: mężowie i żony, mężczyźni i kobiety w związkach nieformalnych. Ślub – okazuje się – nie daje gwarancji bezpieczeństwa. A bywa, że rodzice i dzieci zawiązują złe koalicje. Jak w przypadku pani Klaudii, która jedno zdanie usłyszała w dwóch wersjach. Wersja narzeczonego: „Dobrze, że poroniłaś; nic mnie przy tobie nie trzyma”. Wersja jego mamy: „Dobrze, że poroniłaś; jakie on miałby z tobą życie?”. Pani Magdalena zna tyle zdań, że nie potrafi wybrać: „Często słyszę smutne słowa. Dzisiaj usłyszałam od męża chyba najsmutniejsze. Powiedział: »Idź i nie wracaj, życzę ci, żebyś zdechła. Jesteś głupia, gruba i brzydka, właśnie dlatego nie chcą cię w żadnej pracy«”.

Zapytałem, skąd ta agresja i czy często, bo przecież to nieludzkie. W odpowiedzi: „Każdy powód jest dobry. Najgorzej, kiedy mówię niepytana lub chcę zobaczyć jakiś program w telewizji”. Zdanie pana Michała („Żałuję, że Ola ma takiego tatę”) padło, kiedy trzymał córkę na rękach; pamięta, że przytulił ją mocniej. Żonie nie odpowiedział ani słowem.

Osobną kategorię zajmują zdania z niepamięci. Jak pani Katarzyny: „Właściwie nie pamiętam, dlaczego się pobraliśmy”. Albo zdania pani Edyty: „Nie mam numeru telefonu. Z kim mam przyjemność?”. I jeszcze zdania lekarskie, np.: „Pan będzie pił już zawsze”, „Z tym dzieckiem sobie nie poradzicie”.

Istnieją zdania, które są jak choroby nawracające, a każda choroba ma swoje objawy i przebieg. Zły objaw, kiedy bardziej od nadgryzionego języka boli nadgryzione sumienie. Mówimy oczywiście o sumieniach mówiących, nie o tych, którzy słyszą. Receptę znam jedną. To zdanie: „Nie jestem tym, co mówisz o mnie”; czasem „Nie jestem tym, co mówię o sobie”. Kuracja trwa długo i trudno przejść ją samotnie, ale wbrew pozorom to dobra wiadomość.

 

PS. A może Państwo mają swoje sposoby na złe zdania w głowie? Warto się podzielić, a nuż ktoś skorzysta. Będę wdzięczny za każdą wiadomość: konrad@haloziemia.pl

PPS. Pani Magdalena otrzymała kontakt do Fundacji Centrum Praw Kobiet. Równolegle o sytuacji zostali poinformowani pracownicy Centrum.

  • Kategoria: Życie
  • Data:
  • Źródło:
    • Coaching Extra 1/2017
  • c
Słowa kluczowe
Komentarze